Zapowiedzi tekstów 3/2018

Radek Rak: „Czarne światy”.

NASZ WIECZNY ŚWIAT

Babcia jest młoda i to jej cały świat. Tutaj pole Matejów, tu Błaszczyków, tam sad   Foksów, tam miasto, tam pański las. Wtedy spoglądam na świat jej oczami, patrzę  na horyzont ze wszystkich stron zamknięty wzgórzami, w niskie spękane niebo i zastanawiam się, czy poza tymi smętnymi górami jest jakiś świat. Może niebo spada na świat kilka, kilkanaście kilometrów stąd i nie ma innych miast, innych wsi, innych ludzi, nie ma nic prócz tego, co widać? Żadnych Tarnowów czy Krakowów, żadnych Wiedniów czy Rzymów. Wszystko to wymyślili sobie ludzie. Tak stoimy we dwoje, babcia i ja, na tej górze, wielkiej górze, z której widać cały  świat.

 

Dominika Węcławek: „Reportaż z pierwszej misji statku rozpoznawczego F300”.

KOSMOS KAŻDY NOSI W SOBIE.

– Pani patrzy, piąty zderzacz pięknie nam tutaj wszystko napędza. O taką technologię walczyliśmy – rzuca Wiess, po czym dodaje teatralnie: – Chociaż… Chociaż…! – zaczyna wymachiwać palcem wskazującym tak, jakby chciał zganić dziecko i konkluduje: – Ja tam technologiom nie ufam. No co? Bawi to panią… Jasne. Siedzimy w jamie nafutrowanej komputerowym szpejem, ale ja pani coś powiem, tak od serca, my tu pozyskujemy, przetwarzamy, magazynujemy tę energię, ale ja, to, proszę pani, ja to bym wszystko zamienił na motyczkę. I uprawiał pomidorki.

 

Adam Pietrasiewicz: „Ostatnie zlecenie”.

PODRÓŻE W CZASIE. TAK PO PROSTU.

Ja wolę mojego TANFOGLIO STOCK III. Umiem z niego strzelać. Umiem strzelać od dziecka, gdyż tata był zwariowany na punkcie broni palnej (jak się okazało, nie tylko), a mama nie miała nic przeciwko temu. Uważała, że przynajmniej ma jakieś zajęcie. Jedni chodzą na ryby, inni chodzą na strzelnicę i czyszczą broń w piwnicy – mówiła. Tylko że z wędki nie da się zabić żony, jak człowiekowi odbije. Ale pewnie gdyby mama miała coś przeciwko temu, to by i tak niczego nie zmieniło, bo tata broń kochał chyba tak samo  jak mamę. Znaczy się dopóki nie zwariował i jej nie zastrzelił. Potem strzelił sobie w łeb, a mnie zostawił kartkę, na której napisał, że mu przykro, ale czasami tak bywa, i żebym dobrze schował pistolety, bo jak przyjdzie policja, to wszystko zarekwirują, a byłoby żal. Schowałem. Policja przyszła, pistolet, z którego tata zabił mamę i strzelił sobie w łeb, zarekwirowała. Rzeczywiście nigdy mi go nie oddali. Powiedzieli, że nie mam pozwolenia, a poza tym jest dowodem w sprawie. Nie nalegałem. I tak miałem resztę arsenału taty.

 

Jan Maszczyszyn: „Wnetwstąpienie”

INWAZJA

– Ja żyję moją miłością. – Froyl ciągle nie potrafił wyrównać oddechu. – Znalazłem ją. – Słowa ciągle posiadały odległe brzmienie. Jakby produkowało je dno brzucha albo brudna powierzchnia ściany. – Jest cztery kilometry stąd – dodał wreszcie normalnie.

– Ta twoja dziwka? Na polach Broomville?

Skinął głową. Słowo „dziwka” nie było obraźliwe, raczej zabrzmiało odświętnie, szczególnie dzisiaj.

 

Radek Rak: „Oswoić noc”.

MAGIA W STANIE CZYSTYM.

I wtedy usłyszał Szalej jej śpiew – niski i ciemny jak pieśń ziemi i kamieni. Słowa wplątywały się weń jak w pajęczą sieć, a melodia otaczała je szczelnym kokonem, jakby pani nie potrzebowała ich wcale, by śpiewać. Jej głos wznosił się i opadał jak śpiew kosa, drżał jak liść osiki, jak rozchwiany płomień ogniska w czerwcową noc. Szaleja trwał i trwał zasłuchany. Słońce zaszło, niebo przesunęło się, przegwieździło. A gdy wzeszedł księżyc, pani wyszła z wody i odgarnęła z ramion nenufary; w bladej poświacie jej ciało lśniło srebrem.

Szalej nie spał wiele tej nocy. Dopiero świtem zapadł w krótki sen; śniło mu się, że jest kamieniem uśpionym w łonie ziemi, a wkoło nie dzieje się nic. Taki miał sen.

 

Marta Kładź-Kocot: „Wyspa okrutnych snów”.

SEN WE ŚNIE, TĘSKNOTA W TĘSKNOCIE.

– Nie broniliśmy im – ciągnęła. – Ale zanim wyruszyli, mój Arre prowadził ich do wsi, żeby zobaczyli starego Sklajara. On jeden był na Torrenbergu. Dawno temu. Ci przybysze zwykle próbują z nim pogwarzyć. Wypytać. A potem bez słowa zawracają konia i odjeżdżają, tylko opada za nimi piasek i kurz.

To był ten moment, jeden jedyny właściwy moment, kiedy mogłem zadać pytanie.

– Ale on nie zawrócił, prawda?

 

Dave Hutchinson: „Wyniosłe maszyny”.

(tekst dostępny jest tylko w wydaniu elektronicznym)

BYĆ CZŁOWIEKIEM W OSZALAŁYM ŚWIECIE

To Peter był w kuchni, grzebiąc w szafkach i szufladach w poszukiwaniu zguby. Ale to był Peter o gęstej brązowej czuprynie, Peter takim jakim zapamiętała go z czasów, gdy się poznali, znowu młody.

– Pete…? – zapytała tak cicho, że sama ledwo usłyszała.

Peter spojrzał na nią i uśmiechnął się, a powietrze nagle wypełniła muzyka, skoczna, na wpół znajoma melodia, zaś Peter otworzył usta i zaczął śpiewać przepięknym barytonem, tak bardzo niepodobnym do jego zwykłego zgrzytliwego głosu.

– Don’t worry be happy…

Rae nie usłyszała reszty piosenki, bo zaczęła wrzeszczeć i wrzeszczała, i potem przez dłuższy czas świat musiał obywać się bez niej.

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *