Jak się dobrze urodzić

Kiedy tylko zaczął się rok 1999, przygotowałem się psychicznie na epidemię głupoty, która powinna, według wszelkich znaków na niebie i Ziemi ogarnąć ludzkość w obliczu nowego wieku. No i doczekałem się. Na razie nie są to jeszcze tłumy biczowników ani zamachy terrorystyczne w imię powszechnej tolerancji i Ery Wodnika, ale to w końcu dopiero wiosna.

Czego na Ziemi jest za mało? No, ludzi, oczywiście. W związku z tym mamy Wielki Wyścig. Wyścig o to, kto urodzi pierwsze dziecko w Nowym Tysiącleciu. Wymyślił to ktoś z agencji reklamowej, głowę daję. Fakt, że chodzi im o dziecko urodzone 01.01.2000, czyli jak na pierwszego obywatela XXI wieku, będzie to roczny falstart, to zupełny drobiazg.

Wyobraźcie sobie tylko: ten, kto urodzi się jako pierwszy, zostanie obsypany promocjami, nagrodami, darmowymi gadgetami, bonami i biletami. Pierwszy człowiek! Witamy na Ziemi! Witamy w XXI wieku! Alleluja! Bogdan mówi bankowy!

Litości.

Nie jestem, jakimś tropiącym i piętnującym konsumpcyjny tryb życia maniakiem. Handel jest zdrowym przejawem ludzkiej obyczajowości, a w każdym razie zdrowszym, na przykład, niż ekspansja terytorialna. A jeżeli handel, to i reklama. Trudno. Ale nawet reklama powinna mieć jakieś granice bezmyślności, a potem ich już nie przekraczać.

Zresztą nie wiem, kto jest tu bardziej pożałowania godny: cwaniak, który wymyślił kolejną promocję, ani mądrzejszą ani głupszą niż setki innych promocji, czy tysiące popaprańców biorących posłusznie w tym udział.

Są firmy wynajmujące parom hotele w Noc O (zdaje się 9 kwietnia) po specjalnych cenach. Są lepsze miejsca do uzyskania zapłodnienia i gorsze. Są specjalne diety dla przyszłych mam i tatusiów. Są porady informujące, jakie pozycje seksualne są bardziej prokreacyjne od innych i jak odstawić na czas środki antykoncepcyjne. Są stacje telewizyjne, które będą relacjonowały przebieg ciąży pań aspirujących do urodzenia Y2K Baby, aż do końca procesu. (Czy dokładnie od początku niestety nie wiem). Słyszałem nawet o miasteczku namiotowym zbudowanym specjalnie w celu…

Och, proszę!

Co to się będzie działo w noc sylwestrową 1999/2000, nawet myśleć się nie chce. Przyjmijmy, że o ile nawet personelowi szpitali zdarza się w święta być nieco zmęczonym, a nawet, w uzasadnionych przypadkach ktoś wypije czasem naparsteczek, to witając rok 2000, lekarze, pielęgniarki i inni będą absolutnie trzeźwi, wypoczęci i w świetnej formie. Przypuśćmy.

Jednak warto pamiętać, że jest to właśnie ten dzień, kiedy to komputery znajdą się w strefie mroku. Wiele z nich może stać akurat w szpitalu, gdzie właśnie będzie rodziło się Dziecko Millenium i zajmować, na przykład, jego oddychaniem. Nie wspominam już o możliwych problemach komunikacyjnych, wyłączeniach sieci elektrycznej, zwarciach, eksplozjach i katastrofach samolotów. W istocie, ten, kto urodzi się takiej nocy, zasługuje na jakieś nagrody, bodaj za to, że przeżył.

Nie mam zresztą pojęcia, jak zamierzają wyznaczyć tego pierwszego człowieka. Mniejsza zresztą o katastrofy baz danych, serwerów i central telefonicznych. Godzina dwunasta wybija po kolei we wszystkich krajach świata, ponieważ Ziemia się obraca. Najpierw strzelają szampany na Pacyfiku, zaraz za linią zmiany daty. Jeżeli na jakiejś wysepce urodzi się w chwilę potem dziecko, to będzie po konteście, tyle że nikt nie będzie o tym wiedział.

Pierwsze dziecko może zresztą być wcześniakiem, albo – dla odmiany – nieco się spóźnić. W takim razie wszelkie obliczenia nawigacyjne przyszłych mamuś wezmą w łeb i zacznie się zwykła loteria. A loterii, jak wiadomo, łatwo pomóc. Można sztucznie przyspieszyć poród, albo go opóźnić. Nawet o dobre kilka dni.

Co to się będzie działo…

Najbardziej zaś współczuję tym nieszczęsnym millenijnym dzieciom. Nie dość, że będzie taki nosił całe życie idiotyczne imię w styIu Milo, Milena czy Millenar, to jeszcze będzie żył ze świadomością, że znalazł się na świecie tylko dlatego, iż jego rodzicom chciało się brać udział w jakimś durnym turnieju, a on sam oznaczał dla nich jakąś zdrapkę.

I to jeszcze taką, która nie wygrała.

Materiał opublikowany pierwotnie w magazynie „Fenix” nr 5 (62) / 1999

Jarek Grzędowicz

Jarek Grzędowicz

Pisarz, redaktor naczelny magazynu "Fenix".

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *